O mnie

”Kiedy sny małego chłopca, stają się rzeczywistością mężczyzny”

Ja

Ja

Od dnia w którym zacząłem grac na basie, zastanawiałem się jak by to było,  zbudować swój własny instrument, o wymarzonym kształcie, kolorze i brzmieniu . Miałem dużo szczęścia, gdyż w tym  samym czasie, swój warsztat w Szczecinie otworzył jeden z najlepszych znanych mi lutników – Jacek Kobylski (Nexus Guitars). Podpatrywałem, jak i czym pracuje przy  wykonywaniu instrumentów, jednakże brakowało mi zawsze odwagi na  podpytywanie się dlaczego pewne czynności wykonuje tak a nie inaczej.  Po wielu  obserwacjach stwierdziłem, że nie święci garnki lepią, wiec spróbować mógłbym i ja. Zaczerpnąłem trochę wiedzy książkowej na temat  różnych gatunków drewna i zabrałem się za projektowanie pierwszej gitary  (nie trudno się domyślić że był to bas).

Walka z gryfem

Walka z gryfem

Pierwszy instrument był kopią mojego instrumentu. W szopie dziadka znalazłem stary kawałek mahoniu na korpus, dokupiłem kawal jesionu na gryf  i co dalej… Bez własnych maszyn (nie mówiąc już o braku pojęcia o ich obsłudze) zdany byłem na łaske przypadkowo odnalezionych stolarzy. Przy ‘odrobinie’ pomocy zbudowałem mój pierwszy instrument – 4 strunowy bas bezprogowy ( ‘Diablo’ ).  Nie był wcale aż taki zły i nawet sprzedał się z zyskiem parę miesięcy później. Z każdym następnym instrumentem nabierałem więcej wiary w siebie, a przede wszystkim nabierałem wiedzy teoretycznej która jest fundamentem całej technologii lutniczej. Mieszałem różne gatunki drewna, tylko po to żeby  sprawdzić jak takie mieszanki będą brzmiały.

Waldek i Jarek

Waldek i Jarek

Jednym z punktów zwrotnych w  moim życiu było trafienie do stolarni  Waldemara Filka. Nie od razu, ale z  czasem przygarnął mnie pod swoje skrzydła – do dziś naprawdę nie wiem czy  ze szczerej sympatii, litości czy z ciekawości na ile mi sił starczy i jak  pojętnym uczniem się okażę:) Nauczył mnie jak obchodzić się z drewnem, obsługi maszyn potrzebnych w zawodzie zarówno lutnika jak i stolarza i to pod jego okiem stworzyłem samodzielnie zrobiony instrument – był to 6-strunowy  potwor o wdzięcznej nazwie ‘Ashtone’. Kolejne instrumenty powstawały w tejże stolarni na szczecińskim Krzekowie.

Dzięki Waldek!

Paweł-Fryderyk z Flexem

Paweł-Fryderyk z Flexem

I było tak do wakacji 2009 roku. Wtedy to, po wcześniejszych negocjacjach z babcią, dostałem pozwolenie na stworzenie w domowej piwnicy swojego własnego warsztatu lutniczego. Zadanie nie było łatwe ponieważ zrobić trzeba było wszystko, dosłownie wszystko! Oprócz wylania betonowej podłogi, przeniesienia drzwi, wstawienia okna, położenia warstw wytłumiających, płyt rigipsowych i podłogi prawie sama kosmetyka. Trwało to jakieś dwa miesiące i dzięki pomocy sztabu kryzysowego powstało to tajemnicze miejsce z którego aż wyjść się nie chce (kto był ten wie). Głównym inżynierem i nadzorcą budowy był Pan Andrzej Spunda, współwykonawcą człowiek silnie związany z muzyką, a mój przyjaciel – Paweł Fryderyk. W punkcie przełomu był tam nawet Amadeusz DSZ. Ciężko wierzący w powodzenie czegokolwiek Czarek (Mandylion, Gravitone) zdecydował sie zasponsorować podłogę! Był mój wujek Mirek, dzięki niemu rigipsy, okno i drzwi są najrówniejszymi elementami pomieszczenia! Cała reszta też pomagała, wspierając nas mentalnie lub prowiantowo. Takiego sztabu kryzysowego życzę każdemu!!!

Dziekuję wam wszystkim raz jeszcze!!!

Początki na nowym

Początki na nowym

I tak rozkwitło sobie powoli to miejsce, gdzie na czas uwagi się nie zwraca. Doszło trochę nowego sprzętu. Niedługo pózniej zagościł w piwnicy rownież sprzęt lakierniczy. Także każda gitara jest wyjątkowa nawet pod względem wykończenia. Od jakiegoś czasu możliwy jest nawet airbrush gitar. Nadal korzystam z dużych maszyn jak i pomocy w stolarni. Przez cały ten czas najbardziej wspierały i wspierają mnie w każdej formie moja Babcia i moja Mama. Im dedykowane są gitary z serii Mały Książę.

Dziękuję Mamo i Dziękuję Babciu

.

.

A tu z kategorii „różne” :

122 // the Loop